Białkoholizm – najbardziej rozpowszechniony nałóg fitświata. Wiem, wiem, myślenie boli. Przepraszam!

Jaka jest Twoja pierwsza myśl gdy połączysz dwa słowa: „trening” i „dieta”? BIAŁKO

Żaden makroskładnik nie budzi tylu emocji. Słusznie! Tylko odnoszę wrażenie, że zdecydowana większość ludzi fitświata popadła w totalną skrajność, upraszczając myślenie: białko jest ważne, dobre i niezbędne do rozwoju mięśni – będę jeść go jak najwięcej. Fakty są takie, że jest to niezwykle istotny element. Aminokwasy i białka decydują o większości procesów biochemicznych regulujących pracę ludzkiego organizmu, stanowią budulec, są wreszcie źródłem energii. Problem polega jednak na tym, że jak wszystko, mają one swoje jasne i ciemne strony. O ciemnych stronach mówi się jednak rzadko i niechętnie. Czemu? Bo biznes tego nie lubi. Bo to psuje ten prosty schemat, o którym wspomniałem. Bo przedstawiciele fitświata nieczęsto i niezbyt chętnie myślą o konsekwencjach zdrowotnych swoich wyborów (ważniejszy jest EFEKT).

Niczym nie popartą interpretację zaleceń spożycia białka (wartości 1,8 i więcej) przez sportowców amatorów nazywam białkoholizmem. Przedstawiciele tej doktryny patrzą na wartości odżywcze produktu prawie wyłącznie przez pryzmat zawartości tego makroskładnika. Dostarczają minimum 2g/kg/d, uważając że wartości niższe powodują natychmiastowy katabolizm z trudem wypracowanych mięśni. Przedstawiciel tego gatunku wyznaje zasadę „im więcej, tym lepiej” a jakiekolwiek wspomnienie o szkodliwości przedawkowywania białek zbywa pustym śmiechem.

Pozwalam sobie na taki lekko ironiczny ton w opisie powyższego zjawiska, ale robię to, by zwrócić Twoją uwagę, jak łatwo zostać zmanipulowanym i wprowadzonym w „białkowy szał”. Stawiam tezę (może Ci trącić spiskową teorią dziejów, ale zbyt wiele już widziałem, by nie zaobserwować akcji szytymi nićmi grubości liny okrętowej), że tak duży udział protein w diecie (powyżej 1,8 g/kg/d) to nie realna potrzeba organizmu sportowca, a kolejna z potrzeb sztucznie wygenerowanych w celu osiągania konkretnych korzyści finansowych. Przemysł producentów odżywek jest dziś jedną z najbardziej dochodowych i prężnie rozwijających się branż. Czasopisma kulturystyczne i portale fitnesowe uginają się pod ciężarem reklam odżywek (wśród nich prym wiedzie właśnie białko i jego wariacje). Zaspokojenie sugerowanych przez branżę 2g/kg/d białka dziennie jest trudne i monotonne, na dłuższą metę prawie niemożliwe bez suplementów. Nic więc dziwnego, że producentom zależy na jak najwyższym wywindowaniu sugerowanych norm oraz opracowywaniu badań mających wykazywać zbawienny wpływ megadawek protein na sukces sportowy.

Na podsumowanie podrzucam trochę obiektywnych przesłanek do rozmyślań:

 

 

Białkoholikom życzmy dużo zdrowia, wątroby i nerek ze stali, czystego oddechu i świetnego samopoczucia :-p

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *