Borówkowy zawrót głowy

Borówka amerykańska szturmem zdobyła serca Polaków. Jeszcze 10 lat temu niewielu z nas dobrze ją kojarzyło, była słabo dostępna i zaporowo droga. Traktowana jako rarytas i z lekkim przymrużeniem oka („no bo gdzie jej tam do naszych jagód”). A jednak! Jej walory smakowe, łatwość konsumpcji (w przeciwieństwie do jagód) i pojawiające się informacje o prozdrowotnym działaniu spowodowały, że zdetronizowała ona naszą poczciwą jagodę i zagościła u nas na stałe.

Na pewno słyszeliście nie raz o bogactwie składu borówek. Wszystko to prawda. Zawierają sporo witamin: C, B1, B2, B3, B9, A i E oraz minerały: wapń, fosfor, potas, selen, cynk, mangan.

Najczęściej podkreślane profity ze spożywania tych jagód to: wspomaganie pracy oczu, działanie uspokajające, regulowanie gospodarki lipidowej, wspomaganie pracy wątroby, przeciwdziałanie infekcjom bakteryjnym, regulowanie pracy układu hormonalnego. To też wszystko prawda.

W dzisiejszym wpisie chcę jednak podkreślić pewną ich zaletę, o której wprawdzie wspomina się przy wymienianiu tzw. „plusów dodatnich”, ale odnoszę wrażenie, że nie wybrzmiewa to wystarczająco mocno.

Zacznę nieco przewrotnie: o czym mówi się zazwyczaj przy określaniu sensu spożywania czerwonego wina (pomijam walory psychoaktywne)?

O antyoksydantach zawartych w winie, o polifenolach. To między innymi dzięki temu argumentowi „rozgrzesza się” pojawianie się alkoholu w tej postaci w codziennym rytuale „wina do kolacji”.

 

POLIFENOLE

To te słynne substancje, o których słyszymy często, że działają przeciwstarzeniowo, przeciwnowotworowo (działanie antyutleniające, wyłapywanie wolnych rodników), powstrzymująco w chorobach sercowo-naczyniowych, przeciwzapalnie, przeciwhistaminowo.

Wszystko wskazuje na to, że te funkcje rzeczywiście występują i warto dbać o wysoką podaż polifenoli. To dlatego zachęca się do picia wina, zielonej herbaty czy spożywania ziaren kakao.

Ja, w kontekście dzisiejszego tematu, chcę wykazać, że borówki wcale nie są słabszym źródłem tych wspaniałych substancji niż Pinot Noir, Merlot czy Cabernet.

Średnia (zależy od gatunku, rocznika itp.) zawartość polifenoli w lampce czerwonego wina (250 ml) to 0,4 g.

Aby uzyskać podobną ilość tych związków chemicznych z borówek (również zależy od gatunku, czasu zbioru itd.), trzeba zjeść około 200g owoców.

 

Nie zamierzam moralizować i wysnuwać naciąganych wniosków. Nie ma takiego mądrego na świecie, który wykaże, że borówka jest lepsza od wina 😉 Myślę jednak, że warto iść na całość i winko zakąszać borówkami.

Życie jest piękne! Wreszcie nie trzeba „albo – albo”.

 

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *