Chocholi taniec.

Ho! Ho! Ho!

Dzisiaj pozwolę sobie na lekkie moralizatorstwo. Przyczynkiem do napisania tego postu są obserwacje poczynione w trakcie trwających jeszcze Świąt Bożego Narodzenia. Prawdopodobnie uznacie, że nie odkryłem Ameryki. Oczywiście, że nie. Argumenty których użyję, i nuty sumienia, na których chcę zagrać, są nam wszystkim znane. Po co zatem ten wpis? Mam nadzieję, może i naiwną, że może to „coś”, co dziś do Was piszę, wydobędzie z głębi (choćby jednej, jednego z Was) wypartej świadomości chęć do zmian na lepsze i zdolności do niezamykania oczu na oczywiste prawdy.

Tradycja

Tradycja nakazuje bycie w tym dniu z bliskimi, refleksję na temat narodzin Zbawcy, uroczysty posiłek, miłość bliskich i własną. Jak realizujemy w praktyce te założenia? Każdy pewnie najpełniej jak umie, czuje i potrafi.

Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia

Kto nie słyszy tych szczerych życzeń przy okazji łamania się opłatkiem? Zdrowie jest najbardziej cenioną przez nas rzeczą (wszystkie badania opinii potwierdzają, że tego pragniemy najbardziej dla nas i naszych najbliższych). Tuż po złożeniu sobie tych wspaniałych  (i w co nie wątpię, szczerych) życzeń zasiadamy do stołu. Uwaga! Zaczyna się!

Uroczysty posiłek

Bigos, pierogi, makiełki, kutia, sałatka warzywna, zupa grzybowa, karp, makowiec, sernik, piernik, kompot, owoce, wódeczka..

W zależności od rejonu kraju, rodziny, domu, ta lista jest zmienna. Mimo to najczęściej ma kilka cech wspólnych: stół musi się uginać, ma być bogato, tłusto, dużo. Kolacja nie jest udana, jeśli ktoś ma siłę wstać od stołu bez pomocy dźwigu. „No zjedz jeszcze makowczyka”, „musisz spróbować choć trochę wszystkiego”, „kto zje owoce z kompotu?”

Czy ktokolwiek zastanawia się, jak wielkiej próbie poddajemy organizmy swoje i swoich najbliższych? To nie przypadek, że zespoły ratownictwa medycznego nie nadążają w Święta z kursowaniem do wszystkich krążeniowców (tak dla poprawy wymowy tego postu powtórzę statystykę: umieralność z powodów sercowo-naczyniowych jest wciąż główną przyczyną zgonów w Polsce, rocznie około 170-180 tys.). Czy ktoś mi powie, co się stało z życzeniami zdrowia? Czy nie znajdujecie żadnej korelacji między niepohamowanym obżarstwem a złym samopoczuciem, które jest tu tylko objawem totalnego przeciążenia organizmu? Czy nasza kultura i tradycja naprawdę każą nam zaciągać kredyt zdrowotny w tak piękne i optymistyczne święto?

A tu już za chwilę Sylwester! Kto nie padnie pod stół, ten lamus. Tylko z czego wszyscy się tak cieszą?

Chocholi taniec trwa…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *