Lepiej zjeść i zwymiotować, niżby miało się zmarnować

Czołem Drużyno!

Napiszę dziś słów kilka o pewnym dość częstym zjawisku mieszania pojęć: brak marnowania żywności a robienie z brzucha śmietnika. A innymi słowy i bardziej dobitnie, to będzie o wycieraniu sobie gęby hasłem ograniczania marnowania w celu uzasadniania swojej próżności i rozpasanych nawyków żywieniowych.
Co jest grane? Zacznijmy od małego nawiązania do wpisu sprzed kilku miesięcy: „Ażebym patrząc w talerz miał w myślach…” #niemarnujemy. Fakty są powalające i prawie każdy ma świadomość, że w mniejszym lub większym stopniu przykłada rękę do marnowania żywności. Nie powtarzając argumentów z tamtego wpisu, stwierdzę tylko, że każda sensowna próba ograniczenia marnowania żywności jest warta poklasku.
Sekret jednak tkwi w słowie SENSOWNA. Chciałbym lekko obśmiać dziś kilka zachowań, które swój byt legitymizują hasłem dbania o planetę i ogólnie chęcią ograniczenia marnowania żywności.

Trochę pleśni nie zaszkodzi, czyli lekkie podejście do daty przydatności

Kupiliśmy za dużo i bez refleksji, ups! Wyciągamy z lodówki lekko przeterminowany produkt i co? Lepiej zjeść i zwymiotować… no bo przecież nie wyrzucę. Czyli co? „Mleko się rozlało”, zmarnowałem żywność (bo kupiłem za dużo, kupiłem coś, czego nie potrzebowałem, doprowadziłem do sytuacji, w której produkt w jakimś sensie wartościowy stał się śmieciem lub wręcz toksyną). Jak uratować sytuację? Zjeść ten potencjalnie szkodliwy produkt w imię niemarnowania żywności. Zaiste! Pokrętna logika. No ale cóż, z życia wzięte.

Dojadanie, przejadanie się

Znamy następujące sytuacje: przy rodzinnym stole został jeszcze kawałek ciasta, dziecko nie dojadło kanapki itp. Pomimo że posiłek ten nie jest wpisany w nasze zapotrzebowanie (przekracza nasze potrzeby energetyczne), spożywamy go. No bo przecież nie zmarnuje się. Oczywiście! Lepiej przekształcić dodatkowe kalorie w tkankę tłuszczową, zadać nadmierny trud naszemu układowi pokarmowymu. I znów, szczytny cel ograniczenia marnowania żywności przerobiono na ALIBI, usprawiedliwiające niepohamowany i bezrefleksyjny apetyt.

Patogenne uczty

Uginające się stoły świąteczne – wszyscy znamy te obrazki (pisałem o tym we wpisie: Chocholi taniec.) W tym wypadku  jak najbardziej mamy do czynienia właśnie z marnowaniem żywności, nawet jeśli zostanie zjedzone wszystko, nawet co do ostatniego okruszka. Bo czy nie jest marnowaniem zjadanie ilości ponad potrzebę? Czy nie jest marnowaniem zjadanie czegoś na siłę? Marnowaniem jest każde jedzenie ponad miarę.

P.S.

Można zmarnować żywność na dwa sposoby: kupując ponad miarę i wyrzucając albo kupując ponad miarę i zjadając. Która z tych opcji jest gorsza? Uważam, że czasem lepiej wyrzucić i pobudzić refleksję do zmiany nawyków kupowania i wykorzystywania produktów, niż zjeść na siłę i uruchomić program ALIBI (który automatycznie wyłącza nam chęć refleksji i zmian – bo przecież nie zmarnowałem, nie wyrzuciłem). Śmietnik brzucha jest takim samym śmietnikiem,  jak ten na wysypiskach. Pomyślcie o tym!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *