Olej kokosowy – nie taki diabeł dobry, jak go lansują

Witka!

Dziś już po raz drugi mam zamiar włożyć kij w mrowisko (rano popełniłem prowokacyjny tekst Alergia – jest czy jej nie ma? Szarlatani versus Medycyna Zachodu wynik meczu 1:0, a teraz dokonam małej rozpierduchy w świecie spożywanych przez nas tłuszczy). Kto widział tytuł, już wie, co się święci.

Panie i Panowie! Oto on we własnej osobie, Jego Ekscelencja Olej Kokosowy!

Ludzie, z którymi rozmawiam na temat oleju kokosowego, dzielą się na trzy główne kategorie:

  1. Ci, którzy jeszcze nie zostali zauroczeni tym tłuszczem (jakimś cudem ominęła ich reklama), nie znają jego magicznych wręcz właściwości i nie używają go – to grupa nadal najliczniejsza.

  2. Ci, którzy są już światli i używają „kokosa” na lewo i prawo (o tym za chwilę) – to grupa wzrastająca.

  3. Ci, którzy wiedzą, czym jest olej kokosowy, znają jego mocne i słabe strony i stosują z rozsądkiem lub wykluczają z diety – to grupa zdecydowanie najmniejsza, do której będę próbował, drogi czytelniku, wciągnąć Cię czym prędzej.

Mocne strony

Niewątpliwie olej kokosowy ma wiele zalet, wśród których należy wspomnieć:

  • względnie wysoką zawartość średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych MCT (cecha ta jest jednak pochodną wysokiej zawartości ogólnej kwasów nasyconych, co jest już ewidentnie wadą), którym przypisuje się działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne i przeciwgrzybicze;

  • bardzo wysoka zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych stawia olej kokosowy na podium tłuszczy nadających się do smażenia;

  •  naturalny i czysty skład oraz specyficzny i dla większości miły zapach i smak.

Słabe strony

  • brak w składzie kwasów omega 3 (w przeciwieństwie do nasyconych, których mamy aż nadto, braki o-3 są w naszej diecie bardzo znaczne) Przeczytasz o tym tu: Wiele hałasu o….mega 3

  • brak jakichkolwiek witamin i minerałów (wyjątek stanowi witamina K);

  • blisko dwukrotnie większa ilość kwasów tłuszczowych nasyconych niż w smalcu!

  • zwiększa poziom tzw. złego cholesterolu LDL;

  • w związku z tym, że jest to praktycznie czysty tłuszcz z bardzo dobrym „pijarem” :), bardzo łatwo o zbytnią podaż kalorii w niedokładnie zbilansowanej diecie.

Złota era kokosowego – moda czyni cuda

Nasz dzisiejszy bohater szturmem wszedł na rynek tłuszczy i zdaje się, że rozsiadł się tam na dobre. Niejednoznaczne oceny tego produktu (przez chwilę nie były słyszalne jakiekolwiek głosy krytyki) powodują, że ciężko wyrobić sobie jednoznaczne stanowisko. Dzisiejszy wpis ma być jednym z tych mniej słyszalnych głosów i zachętą do zrewidowania ewentualnego jednoznacznie entuzjastycznego nastawienia. Ostatnie dwa-trzy lata to czas „świetnej prasy” tego produktu. Zwłaszcza w świecie sportu zyskał wielu zwolenników (przeważnie, jak to się mówi, na słowo). W pewnym momencie zdawało się, że „kokos” jest dobry na wszystko. Ludzie używali go w kuchni (do smażenia, jako dodatek do porannej kawy – kuloodporna kawa, jako dodatek do wypieków – kulki mocy) i w łazience (jako krem, szampon, dezodorant, lubryfikant) – jednym słowem, wszędzie gdzie się da. Litrowy słoik na tydzień? Żaden problem!

Można było przez chwilę odnieść wrażenie, że tłuszcz kokosowy to jakiś magiczny wręcz produkt, niemający wiele wspólnego z owianymi złą sławą łojem czy smalcem. Z analizy chemicznej wynika jednak, że była to całkiem wesoła, ale jednak ignorancja. Wszystkie bowiem złe cechy przypisywane dotychczas tym złym tłuszczom typu smalcu (kaloryczność, zły profil lipidowy itp.) dotyczą również naszego „kokosa”. Oczywiście jest dość liczna rzesza osób, które powiedzą, że im więcej nasyconych i cholesterolu (tego akurat w kokosie brak), tym lepiej, i że kawa ze smalcem to fajna opcja, ale to może zostawmy na boku jako przykład dietetycznego folkloru z pogranicza groteski i horroru.

To co w końcu do diaska? Używać czy nie?

Jeśli już smażysz potrawy (do czego, jak wiesz, nie zachęcam), to kokos nie jest najgorszym wyborem. Rzeczywiście większych szkód narobilibyśmy sobie, smażąc na niestabilnym termicznie tłuszczu. Drugie w miarę sensowne zastosowanie to kosmetyka. Wszędzie tam, gdzie eliminujemy produkty mocno chemiczne (zawierające parabeny, metale, barwniki, perfumy itp.), wprowadzając w to miejsce produkt naturalny, zdrowy rozsądek nakazuje być „za”. Każdy, kto potrafi użyć oleju z kokosa zamiast dezodorantu w sprayu,  jest już moim bohaterem. 🙂

Co do pozostałych kierunków zostosowania proponuję przyjąć tę samą zasadę, co do reszty tłuszczów nasyconych: zasadniczo im mniej, tym lepiej.

Wic

Ostatnio dostałem kilka uwag, że zrezygnowałem z wesołego podsumowania na końcu artykułów i że jest na nie zapotrzebowanie. Zagrożono mi, że nie będą czytać, bo nie warto. No co zrobię? Uśmiech najważniejszy!

No to wio!

Z olejem kokosowym jest jak ze światem kapitalistycznego zachodu z filmu „Miś”. Kojarzycie scenę, gdy ekipa sportsmenek z klubu Tęcza jedzie na zawody na zgniły Zachód? Ten tekst pasuje mi do naszego tematu jak ulał:

Jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego.

Który to kraj ma być może nawet tam i swoje… plusy.

Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *