Ona daje wszystkim – to nieetyczne!

Cześć Socjecie!

Skoro to czytacie, znaczy pułapka się udała. Tytuł z podtekstem zawsze działa. A teraz inaczej. O czym będzie dzisiejszy wpis? Nie, nie zrobiłem Was w konia, będzie o dawaniu. Dawanie to rzecz ważna, a oto kilka jego cech: utrzymuje prężną i dość istotną gałąź gospodarki (ma swoje lobby), czy to akceptujemy czy nie, jest silnie osadzone w naszej kulturze, jest naturalne i pielęgnujemy zapotrzebowanie na nie od najmłodszych lat, jest często związane z niewolnictwem, wykorzystaniem, przemocą, towarzyszy mu ból i zakłamanie.

Co jest? O czym on pierniczy?

Przyjmijmy zatem, że próbuję zrobić Was nie w konia, a w krowę. Już czujecie co się święci? Dziś rzecz o „dawaniu” mleka.

Dawanie- semantyczne skurczysyństwo

No nic mnie tak nie wpienia,  jak to określenie. To tak,  jak by powiedzieć, że jak mi złodziej rąbnie auto z parkingu, to ja mu „dałem auto”.

Sielanka

Krowa, pole, zbliża się wieczór, zmęczona leniwym poskubywaniem trawki Krasula nawołuje swego pana. Taki obraz wraz z podkreślonymi wymionami pełnymi mleka znajdziemy w książeczkach dla dzieci i podręcznikach pierwszych lat szkolnych. Na szczęście znajduje się „dobry pan” (jakież to aktualne :] ), który ulży biednemu bydlęciu i swoją ciężką pracą odbierze od niej ciężar mleka. Na ciepłe jeszcze mleko czeka dziatwa. Sielanka, w której wszyscy żyją zgodnie, dobrze i długo. Co w tym złego, nawet jeśli to bajka?

Skąd bierze się mleko

Teraz będzie dobre, UWAGA! Spotkałem już kilka DOROSŁYCH osób, które nie wiedziały, że krowa nie „daje” mleka ot tak, sama z siebie. Ale jak to? (i te oczy jak pięć złotych, i mina jak bym zabrał ulubioną zabawkę).

No normalnie! Nie „daje”.

A czy Ty (kobieto) lub Twoja żona, matka, siostra (mężczyzno) macie mleko ot tak, na okrągło?

No ale przecież… sielanka! Krowy to chyba inaczej jakoś mają, nie? Przecież jest schemat: krowa, trawka, wymiona, mleczko.

To jeszcze raz! Powtarzajcie za mną: KROWA NIE „DAJE” MLEKA, KROWA NIE „DAJE” MLEKA, KROWA NIE „DAJE”….

No to spróbujmy jeszcze raz: skąd bierze się mleko

Krowa, tak jak inne ssaki, aby mieć mleko, musi zostać poddana zapłodnieniu, przejść cykl ciąży i urodzić cielątko. Na tym etapie wkracza „dobry pan”, odbiera cielaka od matki (pominę dziś wszystkie aspekty psychologiczne, traumy z tym związane, sposób w który się to odbywa, łzy- autentyczne łzy, tęsknotę i depresję krów-matek, którym odbiera się cielę) i umieszcza go w kojcu z dala od wymion, ciepła i bezpieczeństwa matki.

Teraz można wkraczać. Cykl „dawania” się rozpoczął. Jeśli słyszeliście kiedyś o produktach z siary bydlęcej, to wiedzcie, że to właśnie to pierwsze i najważniejsze mleko przeznaczone dla niemowlęcej krowy jest produktem, który „daje” nam krowa. Sielanka.

Przez kolejne tygodnie i miesiące poczciwa krasula będzie „dawała” nam mleko. Nawoływanie z pola swego pana, aby ulżył ciężarowi wymion,  jest tak naprawdę instynktownym nawoływaniem swego dziecka. Gdyby tylko te stworzenia umiały mówić! Nikt, kto nie ma rysu psychopaty, nie potrafiłby po czymś takim dłużej aprobować takiego procederu.

Cykl „dawania” domyka się wówczas, gdy spada ilość produkowanego mleka, i krowa jest gotowa do kolejnej inseminacji. W swoim niewolniczym życiu krasula przechodzi kilka takich cykli, po czym wykończona fizycznie (to specjalne gatunki mleczne, pod koniec życia wyglądają jak anorektyczki) trafia do ubojni (prawdopodobnie będzie karmą dla psów lub parówką śniadaniową dla dziatwy).

Czy nie umknął nam jeden drobny szczególik? Cielaki. No przecież, coś takiego tu było. Otóż cielaczki „dają” cielęcinę. To wspaniałe i cenione za swój jasny kolor mięso zawdzięcza swe uroki kulinarne niedokrwistości. Cielęta pozbawione naturalnego pokarmu (niestety matka była zajęta „dawaniem na lewo i prawo”) wpadają w anemię. Są sztucznie karmione, przetrzymywane w bezruchu w specjalnych kojcach i uśmiercane. Gdyby tylko one potrafiły mówić! Pękłoby serce każdego, kto je ma.

Traktat moralny

Gdyby zamiast obrazków sielanki i uśmiechniętej krówki każdy zobaczył, jak produkuje się mleko, jakim cierpieniem i torturami okupiony jest zysk w postaci białego płynu, konsumpcja mleka, serów i jogurtów siadłaby całkowicie. Ogrom i ciężar tego, co im, jako dobrzy panowie, robimy, jest nie do udźwignięcia dla normalnie skonstruowanej psychiki. To najczęściej po zobaczeniu takich scen jak odbieranie cielaka matce, zabijanie zwierząt w rzeźni, rozpaczliwy płacz cielęcia za ciepłem matki, ludzie podejmują decyzję o własnej zmianie postępowania. „Nie dołożę do tego ręki”. Tak staje się weganinem. Stajesz się lżejszy, wiesz, że nie jest to już Twoja wina. Jednocześnie narażasz się wszystkim wokół. Twoje „dobro” razi innych, wyciągasz ich ze strefy komfortu, budzisz sumienie. Stajesz się wrogi przez swoją inność, niezrozumiany, często z ironicznym uśmiechem oceniany. Na szczęście wiesz, co zyskujesz. Żyjesz etyczniej, lepiej.

A koncerny, lobby i wszyscy, których otwieranie oczu i głów boli, nadal będą produkować obraz sielanki i dawania. Będą Cię ośmieszać i dyskredytować.

Nic to!

Pamiętaj:

Nie jesteś jednak tak bezwolny,
A choćbyś był jak kamień polny,
Lawina bieg od tego zmienia,
Po jakich toczy się kamieniach.
I, jak zwykł mawiać już ktoś inny,
Możesz, więc wpłyń na bieg lawiny.

Poniżej kilka obrazków zaciągniętych z jednej ze stron internetowych wegańskich aktywistów Vegan Ammunition.

Obrazki z rzeźni sobie darowałem, chociaż uważam, że każdy powinien choć raz je zobaczyć (najlepiej w wideo z dźwiękiem).

Możesz zamknąć oczy, ale nie możesz już powiedzieć, że nie wiesz.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *