Siłka, pakernia, katownia… O przydatności treningu oporowego w modelowaniu sylwetki.

Dziś słówko o SIŁOWNI i trenowaniu z ciężarami

Wokół tematu siłki narosło wiele mitów i legend. Na bazie tych historii tworzą się lęki i nieporozumienia. Poniżej przestawię dwa z nich (roboczo nazwę je Mit Męski i Mit Żeński) i postaram się z nimi rozprawić w kilku prostych, żołnierskich słowach.

Oba te mity słyszę od Klientów na tyle często, że to właśnie je uważam za najbardziej rozpowszechnione i uznałem, że warto zabrać głos.

Mit Męski – myślenie mechanistyczno-matematyczne np.: „Trening o charakterze body building przyniesie mi upragnioną zmianę sylwetki. Wiem bo słyszałem od kolegów (lub w lepszym wypadku, wiem, bo czytałem), że trzeba chodzić na siłkę 2-3 razy w tygodniu, robić ćwiczenia wielostawowe, unikać maszyn i zbędnego wysiłku poza salą. Trening musi opierać się o określoną liczbę powtórzeń i serii. Ponadto muszę jeść dużo białka i wypełniać okno anaboliczne po treningu. „

Rzeczywiście, większość mężczyzn trafiających do trenera ma już wyrobione niezłe fundamenty teoretyczne. Wygląda na to, że jestem zbędny. Dopiero gdy zadaję kilka pytań pomocniczych o historię sportową, wiek, przebyte urazy, podstawowy cel treningowy, profil genetyczny itp., okazuje się, że owszem, siłka przyda nam się jako pewne narzędzie w pracy (chwilami może nawet główne) ale nie jedyne i nie nadrzędne. Teraz dużymi literami: NIE MA JEDNEGO I UNIWERSALNEGO PLANU TRENINGOWEGO! Ludzie to nie roboty złożone z części. Do każdego z ćwiczących trzeba dobrać garnitur ćwiczeń i metod treningowych, które na daną chwilę będą najwłaściwsze. Ten garnitur MUSI się zmieniać wraz z podopiecznym. Dlatego właśnie nie wyobrażam sobie słuchania rad osób, które chcą przekazać lub sprzedać schemat treningowy na odległość. Mnie poznanie aktualnych zdolności motorycznych nowego Klienta zajmuje minimum miesiąc. Poznaję ciało podopiecznego, potencjał i zasoby, deficyty i ograniczenia mobilności, tempo regeneracji i reakcję na różne sesje treningowe.

Podsumowując ten akapit, mogę powiedzieć tyle, że większość mężczyzn przecenia rolę siłowni we własnym procesie treningowym, zaniedbując inne, nie mniej ważne aspekty treningowe (rozciąganie, kształtowanie wydolności, mocy, gibkości i właściwych wzorców ruchowych). Błędem jest zakładanie, że skoro dany zestaw ćwiczeń jest dobry dla jednej osoby, to będzie równie dobry dla innej. Jeśli choć trochę przemawia do Ciebie to, co napisałem, proszę:

-nie kupuj gotowych schematów treningowych;

-idąc na siłkę, weź chociaż 10 lekcji z trenerem i naucz się właściwej techniki kilku ćwiczeń oraz pracy z oddechem;

-skonsultuj swój stan zdrowia z kimś, komu ufasz, i nie przeceniaj roli rozbudowy masy mięśniowej w swoim „sportowym” rozwoju;

-bądź cierpliwy; trening z ciężarami to świetne narzędzie w kreowaniu zgrabnego i silnego ciała, ale jego skuteczność i wyniki rozlicza się w latach, a nie miesiącach czy tygodniach.

To mówiłem ja, Jarząbek, trener II klasy 😉

Mit Żeński – niejako zaprzeczenie powyższego. Paranoiczny lęk przed rozbudową mięśni. Hantle i sztangi parzą, a samo przebywanie na siłowni może spowodować nienaturalne przerosty i wyrzut testosteronu.

Cały problem z przekonaniem potencjalnych Klientek do siłowni bierze się z rozpowszechnianych w mediach zdjęć pań – kulturystek. Kobiety autentycznie boją się przerostów mięśni (zwłaszcza łydek 😉 ) oraz tego, że urosną im wąsy. Celowo robię z tego karykaturę, ale uwierzcie mi, że wiem, co piszę. Prawie zawsze muszę przekonywać, argumentować, popierać przykładami, a i tak widzę, że lęk ten wcale nie do końca znika. Na szczęście po kilku sesjach okazuje się, że wąsy wcale nie rosną, a łydka nie rozrywa ulubionych legginsów. Okazuje się, że siłkę da się lubić, że jest w tym idea i wyraźniej niż po fitnessie odczuwalny jest wyrzut tzw. „hormonów szczęścia”. Po roku już dobrze wiemy, że nie ma lepszego narzędzia w modelowaniu sylwetki.

Jeśli więc mogę zwrócić się do Ciebie:

-nie bój się żelastwa, idź na siłkę, zaufaj trenerowi;

-nie rezygnuj ze stretchu i zajęć fitness nawet wówczas, gdy uznasz, że siłka to dawno poszukiwany Święty Graal w Twojej ścieżce;

-jedz zdrowo i rozsądnie, ale nie daj sobie wmówić, że odstępstwa od diety niszczą sukces;

-pamiętaj, że na wynik pracuje się latami (nie waż się często, nie oceniaj, daj sobie luz i ćwicz z radością – mamy już wystarczająco dużo paranoików na świecie).

 

Na koniec kilka zdań, które chciałbym aby mocno wybrzmiały:

TAK – uważam, że trening oporowy jest najlepszym narzędziem w modelowaniu sylwetki.

NIE – nie uważam, że trening oporowy jest jedyną i niezastąpioną metodą.

TAK – uważam, za równoważnie sensowne treningi typu cross, kalisteniczne, jak i każde inne dźwiganie ciężarów (pod warunkiem, że są prowadzone bezpiecznie i z dostosowaniem obciążeń i metod do zdolności osób ćwiczących).

TAK – uważam, że dla osób niewytrenowanych i początkujących ćwiczenia wielostawowe typu przysiad i martwy ciąg nie są wskazane (wiem, dla każdego z branży brzmi to jak herezja – ja jednak stawiam zdrowie ćwiczących ponad efekt).

TAK – uważam, że ćwiczenia izolowane, proste, na maszynach nie są złe i mogą być przydatnym narzędziem do wdrażania w bardziej skomplikowane formy ruchowe.

TAK – dieta jest fundamentem i warunkuje sukces w modelowaniu sylwetki.

NIE – nie zostaniesz Pudzianem ani Bjørgen chodząc na siłownię. No chyba, że masz pecha i trener podsypie Ci coś do odżywki albo w szatni usiądziesz na strzykawce. Ale i to nie jest takie proste.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *