Tak działa FITBIZNES

Za dzisiejszy wpis znienawidzą mnie do końca.

Co zrobić?! 🙂

Jak już pewnie zdążyliście wywnioskować z wcześniejszych wpisów, delikatnie mówiąc, nie jestem fanem i propagatorem sportowych suplementów diety. Nie przeczę, że część z nich (niewielka!) ma udowodnione działanie i stosowanie ich zdaje się być sensowne w sporcie wyczynowym (casus kreatyny). Twierdzę jednak, że stopień „ingerencji” biznesu w tę część branży osiągnął kuriozalne rozmiary, zupełnie nieadekwatne do realnych potrzeb osób trenujących amatorsko.

Co jest potrzebne, aby osiągnąć sukces w sportach sylwetkowych?

Każdy bez zająknięcia wymienia: dieta, trening, suplementacja, regeneracja. Nic dziwnego, że pojawia się tam magiczne słówko na literę „S”. Na treningu zarobek marny, dietę każdy może ogarnąć sam (choć i tu „pudełka” dzielnie walczą o $$), regeneracja- amatorsko jest darmowa. Za to suplementacja – to jest pole do popisu. Magiczne substancje można mnożyć bez końca, ludzie kupią każdą obietnicę drogi na skróty. Trzeba tylko towar dobrze nazwać, opakować, umocować w świadomości i biznes kwitnie.

UMOCOWANIE W POWSZECHNEJ ŚWIADOMOŚCI

Reklamy w radio, prasie, telewizji, sponsorowanie imprez branżowych, ubieranie modeli i modelek w swoje emblematy. Każde hasło (by nie nazwać tego mocniej) powtórzone tysiąc razy staje się powszechnie akceptowaną prawdą. To działa! Bywalcy siłowni stali się więc doskonale dojnymi krowami (branża sportowych suplementów diety rośnie w postępie geometrycznym).

Uwaga, ironia!

Przecież gdyby nie BCAA, HMB, Kreatyna, Glutamina, WPC, Whey, Bulk, Gainer, BetaAlanina, Arginina, Karnityna, Dekstroza i tysiąc innych, nikt nie osiągnąłby na siłowni sukcesu :-))

Skoro mistrzowie (ubrani w ciuszki z emblematami producentów supli ;-] ) sugerują, że trzeba, to znaczy, że trzeba.

Skoro czasopisma branżowe opisują, że warto, to znaczy, że warto (na zdjęciach sami byczy panowie).

Skoro „wszyscy” na siłowni popijają szejki i łykają kapsy garściami, to znaczy, że trzeba (efekt tłumu to rewelacyjne narzędzie).

Przesadzam?

Do przykładowej analizy treści zakupiłem jeden z miesięczników branżowych (dostępny w każdym kiosku) z doskonale zbudowanym menem na krzykliwej okładce (IX 2017). Już widzę rozmarzone oczy kupujących tą gazetę nastoletnich chłopców oraz dorosłych mężczyzn o kondycji psychicznej niedojrzałego krasnala.

Na szczęście w środku jest odpowiedź, jak osiągnąć taką sylwetkę: dieta, trening, suplementacja, regeneracja.

Przy tym dziwnym trafem jeden z tych elementów wybrzmiewa dziwnie mocno. Zgadnijcie który?

Statystyka

Gazetka liczy 116 stron, z czego:

  • 21 całych stron reklam sportowych suplementów diety

  • 13 stron zdjęć na całe A4 oraz innych reklam

  • 15 stron artykułów dotyczących treningu i diety, oficjalnie sponsorowanych przez producentów odżywek

  • naliczyłem 54 strony, na których nie ma wzmianki o suplach

  • liczba zdjęć sylwetek naturalnych (bez wsparcia ciemnej strony mocy) w stosunku do koksiarskich 1:100 (jeden posiwiały pan przydał się do reklamy preparatu na stawy)

 

I teraz najtrudniejsze dla mnie zadanie. Jak ja mam to humorystycznie podsumować?

Ok! Mam!

Zagadka:

co ma wspólnego pokazane na obrazku zwierzę z przeciętnym amatorem przedstawionej powyżej propagandy?

Młody pelikan też łyka wszystko, co mu się podsunie pod dziób :-p

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *