Wegetariańska obłuda oraz czemu uważam, że dieta wegetariańska (często) nie jest zdrowa

Ukłony i szacunek!

Będzie lincz. Dostanę nieźle po dupie. Za tytuł, za wyrażone opinie, za obserwacje i prawdę, za kij w mrowisko. No co zrobić? Zad mam już w miarę twardy, więc pozostanę przy swoich argumentach i przedstawię Wam kilka moich uwag na temat wegetarianizmu i wegetarian.
UWAGA! Artykuł zawiera uogólnienia, nie dotyczy całej zawartej w tytule grupy, lecz sporej jej części. Wszystkie poglądy są wynikiem doświadczeń własnych (25 lat wegetarianizmu/weganizmu + 8 lat pracy dietetyczno-treningowej z Klientami) i na bank nie mają znamion uniwersalności. Kogo niesłusznie ocenię lub przypadkiem urażę, przepraszam.

Wątpliwa prozdrowotność

Przykro mi to pisać, bo idea słuszna (każde bowiem ograniczenie cierpienia istot żywych jest kierunkiem dobrym i instynktownie przeze mnie wspieranym). Problem w tym, że z perspektywy dietetycznej i praktyki gabinetu większość „domorosłych” diet wegetariańskich uważam za równie szkodliwe, co konwencjonalne żywienie. Dlaczego? Ano dlatego:
  • 3/4 znanych mi przypadków diet wegetariańskich bazuje na idei zamiany mięsa na „coś”, co będzie jego zamiennikiem, atrapą. Problem tkwi w tym, że to poszukiwanie zamienników kończy się najczęściej na półce z serem lub wysoko przetworzoną soją. Zdrowotny potencjał obu tych grup jest bardzo wątpliwy i zamienienie mięsa na te produkty może się okazać przysłowiową „siekierką na kijek”. Ani zdrowsze, ani bardziej atrakcyjne.
  • Kolejne częste zachowanie to bagatelizowanie walorów odżywczych diet w imię idei: jeśli nie jem mięsa, to będę zdrowy i uzyskam wszystkie benefity związane z sensownym stosowaniem diet roślinnych. W efekcie dość często w talerzach wegetarian lądują np. frytki, słabe tłuszcze roślinne, lody, nutella, serki topione, słodycze, pizze itp. rarytasy. Nieważne co, bo skoro nie mięso, to już jest dobrze. Słaby wzór do naśladowania. Antyskuteczny ambasador dobrej sprawy. 🙁
  • Wegetarianie, równie często co żywiący się konwencjonalnie, powielają mit białkoholizmu (czytaj: Białkoholizm – najbardziej rozpowszechniony nałóg fitświata. Wiem, wiem, myślenie boli. Przepraszam!), skutecznie odstraszając swą postawą od zrobienia kroku w kierunku zdrowia (w tym przypadku nieprzebiałkowywania się) wszystkich zainteresowanych pełną dietą roślinną. Odżywki, sery, mleko, jogurty, kefiry, twarogi, jajka.. cała litania równie wątpliwych etycznie, co mięso, produktów i równie szkodliwych w swych oddziaływaniach na zdrowie.
  • Dieta eliminacyjna (a wegetarianizm takową jest), jeśli nie jest powiązana z pełną zmianą perspektywy dietetycznej (zmiany systemowe), wymaga zwiększonej uwagi i analizy dietetycznej. Wegetarianie dość często wpadają w pułapkę bardzo słabego odżywienia organizmów, wykazując dość dużą dozę ignorancji. Nieczęsto spotyka się wegetarian z sensownie przemyślaną suplementacją lub zbilansowaną dietą, tak aby nie brakowało w niej kilku kluczowych pierwiastków. Najczęściej kończy się na łykaniu B12 i to też niekoniecznie systematycznie. Słaby i anemiczny wegetarianin? Kiepski wzór do naśladowania. Znów więc – antyskuteczny ambasador dobrej sprawy. 🙁

Etyczne kontrowersje

Szanuję każdego, kto z przyczyn etycznych, chęci poprawy świata itp. przesłanek rezygnuje z części swych nawyków, wychodzi ze strefy komfortu i rezygnuje z jedzenia mięsa. To odważne, sensowne i warte poklasku. Dość często te osoby stają się agresywnymi promotorami spraw etycznych związanych z przemysłem mięsnym. Całe otoczenie wie o sprawie. Problem w tym, że wegetarianie mają na oczach klapki podobne do tych, które noszą konwencjonalnie jedzący. Nie chcą usłyszeć i zrozumieć, że uczestniczą w draństwie podobnego kalibru co „mięsarze”. Uczestniczą, będąc konsumentami mleka, serów, jaj itd. Na argumenty te są głusi, w perfekcyjny sposób wyciszają sumienie. Robią dokładnie to samo, co najbardziej irytuje ich w jedzących produkty mięsne. Przyganiał kocioł garnkowi.. Nie ma w tej postawie klarowności i konsekwencji. To wielka słabość wegetarianizmu.

Na koniec Tischner

Pozwolę sobie jeszcze na koniec na małą dygresyjkę. Mówiłem o tym ostatnio na spotkaniu w ramach Tygodnia Wege w Łodzi. Aktywiści i aktywistki, wegetarianie i weganie, pamiętajcie, że Wasze postawy, zdrowie, sposób bycia – są pod presją cenzury każdego, którego próbujecie umoralniać lub w jakikolwiek sposób indoktrynować. Im bardziej napastliwy i agresywny sposób argumentacji, tym gorsza skuteczność. Im słabsze Wasze zdrowie, tym mniejsza skuteczność, im bardziej jesteście przylepieni do klimatów off (wszelkiej maści alternatywy, niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika postawy) tym mniejsza skuteczność. Uwierzcie mi, że w ciszy, konsekwentnym promowaniem własnym i szczerym przykładem, życzliwym tłumaczeniem w miejsce agresji, zyskamy więcej zainteresowania dla tak ważnej dla nas sprawy. Luźno barki! Mniej napinki!
Co z Tischnerem? Ksiądz profesor znany był z fantastycznie trafionych krótkich sformułowań. Chciałbym dziś jedno z nich sparafrazować, ze świadomością, że równie mocno, co On, mogę dostać za to po tyłku od „kolegów” z branży. Tischner napisał kiedyś:
Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem.
Ja bym napisał:
Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by przestał jeść wege po spotkaniu z mięsarzem, natomiast spotkałem wielu, którym odechciało się dobrych zmian po spotkaniu z wegetarianinem.

All Comments

  • Wegetarianką jestem od 20 lat.
    zgadzam się, że dieta wege może być bardzo zdrowa albo bardzo niezdrowa, ale to chyba oczywiste 🙂 część wege podkreśla, że wie, że nie odżywia się zdrowo, bo dieta jest dla nich wyborem wyłącznie etycznym.
    Co do etyki – mam świadomość, że wieloma zachowaniami niszczę jakąś część
    środowiska. Samo życie człowieka jest niszczące dla planety. Jednak myślę, że każdy krok w celu minimalizacji cierpienia zwierząt/przyrody jest czymś pozytywnym.
    Ja sama oceniam swoją dietę jako zdrową, ale nie wiem czemu od wegetarian oczekuje się, że będą promować właśnie zdrową żywność. Ludzie wege to tak zróżnicowana grupa, że jest tu miejsce na wszystko. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi – hipokryzja, błędy żywieniowe itd itp są wpisane w nasza naturę 😉

    Kasia Czerwiec 5, 2018 11:27 am Odpowiedz
    • Czołem! Dziękuję za głos w dyskusji! Jasna sprawa, nic nie jest czarne ani białe i nasze wybory są tylko minimalizowaniem „wpływu”. Pozdrawiam i zapraszam do lektury pozostałych wpisów. Ukłony!

      Spindoctor Czerwiec 11, 2018 9:39 pm Odpowiedz
  • Rzuciło mi się w oczy najbardziej to stwierdzenie „Nieczęsto spotyka się wegetarian z sensownie przemyślaną suplementacją lub zbilansowaną dietą”. I aż muszę spytać – a ludzi mięsożernych z przemyślaną dietą spotyka się dla odmiany często ?? Jak tak to gdzie ? Bo jakoś nie szczególnie miałam okazję. Mnóstwo ludzi niewege karmi siebie, a co gorsza także swoje dzieci, takim syfem, że aż szkoda gadać. I co? Sam fakt, że część z tego syfu jest pochodzenia zwierzęcego (często za duża część) już daje im przyzwolenie na bycie zdrowszymi? Z obserwacji wiem, że nie. I mitem, z którym powinno się walczyć jest przekonanie, że diety wege są z założenia niedoborowe w porównaniu z mięsnym menu. No sorry, ale miłośnicy schabowego i golonki nie tylko zatruwają siebie, ale i środowisko, a potem wymagają skomplikowanych zabiegów medycznych. O zawale czy wylewie spowodowanym niejedzeniem zwierzęcych produktów jakoś nie słyszałam. A to tylko jedne z poważnych schorzeń cywilizacyjnych i potencjalnych przyczyną zgonu. Rozumiem, że chodziło o uderzenie a nie głaskanie, ale uczciwie wypadałoby zachować proporcje. Pozdrawiam.

    Marta Czerwiec 6, 2018 7:06 am Odpowiedz
    • Uszanowanie! Na wstępie dziękuję za przeczytanie wpisu i komentarz. Cieszę się, że powstała dyskusja wokół tematu i wierz mi, że cała „prowokacja” była w pełni świadoma. Ja nadal podtrzymuję, że „nieczęsto spotyka się wegetarian z sensownie…” I nie wspomniałem, że mięsożerni jedzą lepiej.
      …z perspektywy dietetycznej i praktyki gabinetu większość „domorosłych” diet wegetariańskich uważam za równie szkodliwe, co konwencjonalne żywienie.
      Równie szkodliwe nie znaczy, że mięsna była ok 😉
      Co do środowiska, chorób cywilizacyjnych i całego mojego stosunku do diety zachęcam do poczytania bloga. Zdaje się, że gramy do jednej bramki 🙂
      Szanuję każdego, kto z przyczyn etycznych, chęci poprawy świata itp. przesłanek rezygnuje z części swych nawyków, wychodzi ze strefy komfortu i rezygnuje z jedzenia mięsa. To odważne, sensowne i warte poklasku.

      Pozdrawiam
      Michał

      Spindoctor Czerwiec 11, 2018 9:32 pm Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *